Polski" "English
www.andrelandberg.com

Uzdrawianie

 

 
 
 Uzdrawianie metodą Inżynierii Duszy
 
 
Inżynieria Duszy została przeze mnie opracowana z potrzeby znalezienia prostej i efektywnej metody uzdrawiania i samouzdrawiania. Oczywiście pierwsze próby i kolejne udoskonalenia tej metody testowałem sam na sobie. Nie znaczy to, że byłem ciężko chory i nikt nie potrafił mi pomóc. Borykałem się jednak z pewnymi dolegliwościami, które w różny sposób utrudniały swobodny przepływ energii w moim ciele i nie pozwalały mi na pełne wykorzystywanie własnego potencjału.
 
Zmiana diety na wegetariańską osiemnaście lat temu korzystnie wpłynęła na poprawę mego stanu zdrowia, ale nie wyeliminowała wszystkich zakłóceń w funkcjonowaniu organizmu. Kiedy zacząłem coraz częściej stosować autoterapię przy pomocy Inżynierii Duszy, czułem się coraz lepiej i lepiej, co stawało się źródłem naturalnej radości życia, zwiększenia możliwości twórczych i coraz większej chęci pomagania innym istotom. Był to bardzo radosny okres mojego życia, gdyż niemalże każdy oddech był wtedy źródłem dostarczania każdej komórce mego organizmu błogiej rozkoszy.
 
Potem przyszedł jednak okres prześladowania mnie, który de facto trwa do dzisiaj. W tej trudnej sytuacji Inżynieria Duszy jest mi ratunkiem i ostoją. Nie byłoby mnie już w tym ciele, gdybym nie miał możliwości posługiwania się tym cudownym narzędziem. Szkoda tylko, że nie mogę obecnie być bardziej użyteczny dla innych, gdyż wskutek coraz bardziej perfidnych metod szkodzenia mojemu zdrowiu, czas, który mógłbym poświęcić na uzdrawianie innych ludzi i zwierząt, w dużej części poświęcam na niwelowanie skutków nienawistnych ataków na moją osobę, czyli na doprowadzanie mojego organizmu do w miarę normalnego stanu.
 
Lista chorób i dolegliwości, w przypadku których Inżynieria Duszy okazuje się bardzo skuteczna, jest bardzo długa. W wielu wypadkach, nie muszę wcale znać nazwy choroby, żeby uzdrowić cierpiącą na nią osobę. Rozpoznanie w Inżynierii Duszy nie jest rozpoznaniem medycznym, ale raczej energetycznym. Czasem wręcz się dziwię, że lekarze nie potrafią dojść do źródła choroby, a starają się tylko wyeliminować jej widoczne skutki. Często tak bywa choćby w przypadku kontuzji sportowców. Na przykład kontuzję kolana u jednego z reprezentacyjnych polskich siatkarzy wyleczyłem uzdrawiając jego nerki. Lekarze twierdzili, że konieczna jest operacja. Oczywiście po takiej operacji siatkarz ten, będący wtedy podporą reprezentacji Polski, musiałby pauzować przez co najmniej osiem tygodni.
 
Niektóre przypadki, z którymi się zmierzyłem, nie miały charakteru czysto fizycznego. Lekarze nie mieli szans na znalezienie przyczyny, gdyż leżała ona poza wymiarem rzeczywistości fizycznej. Tak było na przykład w przypadku bardzo dziwnego zachorowania prezydenta Słowacji Rudolfa Schustera. Miało to miejsce w sierpniu 2002 roku zaraz po powrocie pana prezydenta z Krakowa w czasie ostatniej pielgrzymki do Polski papieża Jana Pawła II. Zająłem się tą sprawą właśnie z myślą o papieżu, gdyż nie chciałem, żeby pan Schuster i jego rodzina posyłali gniewne myślokształty papieżowi, myśląc, że nie byłoby tego kłopotu, gdyby pan prezydent nie musiał się udać na spotkanie z głową kościoła; bo nie pojechać, by nie wypadało.
 
Słowaccy lekarze byli przerażeni i bezradni, bo powstało zagrożenie życia, a oni nie mogli dojść, co jest tego przyczyną. Potem, po przewiezieniu prezydenta Schustera do austriackiej kliniki, podano informację, że tamtejszym lekarzom udało się opanować sytuację i wyleczyć pana prezydenta.
 
Nikt nie wiedział o tym, że to ja uratowałem życie pana Schustera. Przyczyną jego ciężkiego nagłego zachorowania było wtargnięcie do jego ciała niefizycznego bytu, którym był niedawno zmarły człowiek, który desperacko pragnął kontynuować życie w jakimś ciele fizycznym. Prawie mu się to udało. Zwykle struktura niewidzialnych warstw człowieka zabezpiecza go przed tego typu intruzami, ale wiele czynników może spowodować, że ta naturalna ochrona ulega osłabieniu. Tak też się musiało stać w przypadku pana prezydenta. Na szczęście w porę o tym usłyszałem i przyszedłem potrzebującemu z pomocą. Zapewne trud słowackich i austriackich lekarzy zasługuje na uznanie, ale obawiam się, że ich wiedza i doświadczenie w tym wypadku okazałyby się niewystarczające, by uratować życie prezydenta Schustera.
 
Inżynieria Duszy jako metoda uzdrawiania powstała początkowo na potrzebę poprawiania stanu zdrowia samego siebie. Jednak jej udoskonalona, bardziej rozwinięta forma zrodziła się w 2002 roku w czasie ostatniej pielgrzymki do Polski papieża Jana Pawła II. Stan zdrowia papieża był wtedy naprawdę zły. W brytyjskiej prasie pojawiły się opinie, że powinno się zniedołężniałego papieża odesłać na emeryturę, a jego miejsce powinien zająć ktoś inny. Postanowiłem zrobić coś od siebie, by poprawić stan zdrowia Ojca Świętego.
 
Właściwie wspierałem go swoją energią od początku do ostatnich chwil tej ostatniej polskiej pielgrzymki. Wiele osób zauważyło, że Jan Paweł II był w wyraźnie lepszej dyspozycji, niż można było tego wcześniej oczekiwać.
Najbardziej zdumiewał fakt, że w czasie tych czterech dni w ojczyźnie nie zawodził papieża głos. Na ten fakt zwracali uwagę zwłaszcza dostojnicy Watykanu i włoscy dziennikarze. Pojawiły się głosy o niezwykle dobroczynnym wpływie polskiej ziemi na zdrowie papieża. Ja tylko się na to uśmiechałem i nadal wspierałem Wielkiego Polaka mocą Inżynierii Duszy. Szczerze mówiąc kosztowało mnie to dużo sił, ale byłem jak najbardziej usatysfakcjonowany, bo skutek był naprawdę rewelacyjny. Po samym Ojcu Świętym było widać, że jest szczęśliwy i wdzięczny Opatrzności, że było mu dane sprostać trudom tej pielgrzymki. Dla mnie ta radość papieża była najlepszą zapłatą, nie szukałem rozgłosu ani innych form gratyfikacji. Fakt faktem, że byłem po tych czterech dniach naprawdę bardzo wyczerpany.
 
Potem dość regularnie wspierałem papieża, zwłaszcza w niedziele i środy. Miałem nawet nadzieję, że poprawa stanu jego zdrowia będzie jeszcze większa. Niestety pewnych zmian chorobowych nie dawało się cofnąć. Mimo wszystko jestem przekonany, że moja energetyczna pomoc, okazała się papieżowi bardzo przydatna, bo on czuł, że ma tu jeszcze na ziemi coś do zrobienia, a bez wsparcia z mojej strony byłoby mu jeszcze trudniej.
 
W okresie Bożego Narodzenia 2004 roku intensywnie wspierałem Jana Pawła II swoim światłem aż do święta Trzech Króli. Poinformowałem nawet o tym fakcie pewną katolicką rozgłośnię radiową. Chyba jednak nie zostało to właściwie zrozumiane, bo nasiliło się prześladowanie mnie ze strony policji i ich pomocników. Nie sprzyjało to dalszemu przekazywaniu ożywczej energii będącemu w potrzebie papieżowi. Pod koniec stycznia poważnie zachorował, a potem było już tylko gorzej i gorzej. Drugiego kwietnia 2005 roku papież-Polak odszedł do świata duchowego. Moi prześladowcy może nie zamierzali zabić papieża, ale de facto do tej śmierci w dużym stopniu się przyczynili. Jan Paweł II pewnie im to wybaczy, ale nie wiem, czy oni sami będą w stanie sobie wybaczyć, kiedy po ich śmierci ta prawda jasno do nich dotrze.
 
 
Około cztery lata temu (grudzień 2004, o ile dobrze pamiętam) było mi też dane uzdrowić innego religijnego przywódcę – Dalajlamę Tybetu. Była to właściwie jedna, ale za to bardzo skuteczna interwencja z mojej strony. Po prostu w Wiadomościach w TVP 1 pewnego wieczoru podano informację, że Dalajlama nagle zapadł na bardzo bolesną dolegliwość żołądkową. Zaraz po usłyszeniu tej wiadomości poczułem, że powinienem spróbować pomóc. Zdziwiłem się nawet, że taki news znalazł się w głównym wydaniu Wiadomości. Niezwłocznie zająłem się tym przypadkiem i z łatwością uzdrowiłem tę bardzo bolesną dolegliwość Dalajlamy. Wkrótce podano wiadomość, że Dalajlama już się czuje dobrze.
 
 
Jednym z moich bardziej spektakularnych sukcesów było rok temu (styczeń 2007) uzdrowienie czeskiego skoczka narciarskiego Jana Mazocha. Przede wszystkim dość niezwykłe były już same okoliczności temu towarzyszące. Do fatalnego upadku Czecha na skoczni w Zakopanem doszło praktycznie tuż przed tym, jak wszedłem do domu po dłuższej nieobecności w kraju. Pokazywano powtórki tego przerażającego upadku. Początkowo nie było wiadomo jak ciężki jest stan Mazocha. Zdałem się na mądrość lekarzy, miałem nadzieję, że będą w stanie mu pomóc. Jednak po kilku dniach okazało się, że życie Czecha jest zagrożone; zastanawiano się, czy w ogóle przeżyje. Jego narzeczona, będąca z nim w ciąży, była przerażona. Rodzice i dziadkowie byli źli, że lekarze nie są w stanie ich Jankowi pomóc; doszukiwali się nawet błędów, jakie polscy lekarze mogli popełnić. O stanie zdrowia Mazocha pisano wielokrotnie w gazetach i często mówiono w wiadomościach, a zwłaszcza w wiadomościach sportowych. Niestety stan młodego skoczka się nie poprawiał, przede wszystkim nie pracował mózg. Ludzie w kościołach i w zaciszach swoich domów modlili się o jego wyzdrowienie, a w gruncie rzeczy o cudowne uzdrowienie. Wtedy poczułem, że nie wolno mi dłużej po prostu się temu przyglądać, solidnie zabrałem się do pracy. Uzdrawianie polegało przede wszystkim na posyłaniu Światła do poszczególnych obszarów mózgu i obwodowego systemu nerwowego. Już nazajutrz podano informację, że nastąpił przełom i że Jan Mazoch odzyskał przytomność, tzn. lekarze zdecydowali się go wybudzić ze śpiączki farmakologicznej. Wyraźnie mnie to podbudowało, kontynuowałem wspieranie Czecha swoją energią. Odzyskiwanie sprawności przez Mazocha następowało w tak szybkim tempie, że sami lekarze byli zdumieni. Niektórzy ludzie mówili o cudzie. I może mieli rację, jeżeli Inżynierię Duszy nazwać cudowną metodą uzdrawiania, a Andre Landberga cudotwórcą. Można też powiedzieć, że ludzie ten cud wymodlili, bo Bóg w tym przypadku działając przeze mnie, nie pozostał nieinterweniujący – wręcz zmusił mnie do działania. W podobny sposób niektórzy sportowcy potrafili czasem wymodlić sobie zwycięstwo, jeżeli ta modlitwa była pełna prawdziwie duchowego żaru.
 
 
Oprócz uzdrawiania osób znanych z telewizji pomagałem też w ten sposób ludziom z mojego otoczenia. Zazwyczaj byli to dobrzy znajomi, członkowie mojej rodziny, ale i osoby, które mało mnie znały, ale zdecydowały się poprosić mnie o pomoc. Większość z tych osób czuła się bezradna w obliczu choroby, gdyż nie znaleźli oni skutecznej pomocy ze strony lekarzy ani innych naturoterapeutów. Niektórzy obawiali się śmierci, inni trwałej niepełnosprawności, jeszcze innych po prostu to coś złościło i bezskutecznie próby pozbycia się dziwnych dolegliwości wpędzały ich w silną frustrację.
 
Nie będę tu opisywał szczegółów tych terapii. Wielokrotnie uzdrowienie następowało tak szybko, że chorzy nie mogli wprost uwierzyć w to, że mogło do tego dojść za sprawą mojej uzdrowicielskiej mocy, łatwiej im było pomyśleć, że to co im doskwierało, po prostu samo jakoś przeszło. Ich umysł nie akceptował czegoś takiego, że zwykły człowiek może na odległość tak skutecznie komuś pomóc; zwłaszcza że uzdrawianiem nie zajmowałem się zawodowo i nie brałem za to pieniędzy.
 
Oto skrócona lista moich uzdrowicielskich dokonań:
 
·        wyleczenie depresji u starszego mężczyzny w ciągu trzech tygodni;
·        uzdrowienie nerek, które miały zostać wycięte (dwa przypadki);
·        uzdrowienie wczesnego stadium stwardnienia rozsianego;
·        poprawa samopoczucia osób z zaburzeniami psychicznymi:
·        wyeliminowanie na pewien czas stanów depresyjnych i lękowych (kilka przypadków);
·        wspomaganie energią skutecznego wyleczenia zapalenia płuc;
·        skuteczne pomoc w przypadku zaburzeń neurologicznych np. sztywności mięśni, częściowego paraliżu i silnego napięcia nerwowego (kilka przypadków);
·        łagodzenie zaburzeń układu krążenia i mięśnia sercowego;
·        uzdrowienia chorób układu oddechowego i zatok;
·        eliminowanie zakłóceń w funkcjonowaniu układu pokarmowego (tym zajmuję się chyba najczęściej);
·        wspomaganie pracy mózgu np. działanie kojąco-uspokajające lub zwiększające zdolność do nauki lub pracy umysłowej;
·        przywracanie funkcji poszczególnych obszarów mózgu u osób z ciężkimi urazami mózgu (chciałbym więcej nad tym popracować);
·        uzdrowienie chorych oczu i nerwów wzrokowych (kilka przypadków)
·        uzdrowienie nietypowej bezpłodności (co najmniej jeden taki przypadek, ale pewnie więcej);
·        eliminowanie uciążliwych objawów poprzedzających miesiączkę i w jej trakcie (kobiety za rzadko mnie proszą o pomoc w tych wypadkach);
·        odprowadzanie bytów niefizycznych zakłócających zdrowie fizyczne i psychiczne (kiedyś częściej)
·        odprowadzanie zabłąkanych dusz zmarłych ludzi do Światła (ludzie dopóki żyją, nie zdają sobie sprawy z tego, jak ważne to działanie i jak niewielu może tu skutecznie pomóc).
 
 
Właściwie jakby sporządzić listę wszystkich znanych chorób, to zapewne okazałoby się, że w przypadku większości z nich stosowana przeze mnie metoda terapeutyczna zwana Inżynierią Duszy może pomóc. Zatem nie warto się poddawać w chorobie. Lepiej poprosić o pomoc Inżyniera Dusz i przekonać się o sile jego uzdrawiającej energii.
 
 
Z życzeniami najlepszego zdrowia
 
 
Andre Landberg
andrelandberg@wp.pl