Polski" "English
www.andrelandberg.com

Jestem bliski śmierci

 

 

 Aktualizacja: 13.07.12

 
10.07.2012 r. godz. 23:40
 
Jestem bliski śmierci. Torturują mnie. Starają się mnie zmusić do popełnienia samobójstwa. Sposobem na to jest ból. Uszkodzili mi specjalnie nerw trójdzielny i nerw twarzowy. Teraz drażnią je laserowymi promieniami. Często ból jest wręcz nie do wytrzymania. Próbuję się jakoś ratować Inżynierią Duszy. Pomaga, ale kiedy atakują mnie w najbardziej wredny sposób, wtedy po prostu muszę uciekać i szukać jakiegoś spokojnego miejsca.
 
Zaczynam rozumieć, co czuli inni, którzy już wcześniej znaleźli się w podobnej sytuacji jak ja teraz. Poczytajcie i posłuchajcie:
 

 
Pam Anderson: Samobójstwo represjonowanej osoby

 
 
 

 

 
Andre Landberg
 
 

 

 

 

 
13.07.2012 r. godz. 23:0
 
 
Powyższy wpis jest nadal aktualny - jestem bliski śmierci. Torturują mnie.

W nocy z 10 na 11 lipca potraktowali mnie nieco łagodniej. Dało się spać, chociaż oczywiście atakowali mnie wieloma strumieniami energii, ale nieco łagodniej. Jednak ostatnia noc była wręcz koszmarna. Cztery razy w różnych miejscach kładłem się spać, ale dużo nie pospałem - ból był zbyt silny.
 
Ci zwyrodnialcy chcą mi udowodnić, że i tak będzie tak, jak oni chcą. Musiał ich zdenerwować mój wpis z 18 czerwca, w którym po raz kolejny oznajmiłem, że nie mam zamiaru popełnić samobójstwa. Było to krótko po śmierci generała Petelickiego. Wtedy to pan Romuald Szeremietiew, były wiceminister MON, poczuł się na tyle zagrożony, że na swoim profilu na Facebooku zamieścił deklarację niepopełniania samobójstwa.
 
 
Faszyści tworzący scenariusze prześladowania osób represjonowanych (takich jak ja sam) to naukowcy przekonani, że   potrafią bardzo efektywnie wpływać na zachowanie każdego człowieka, którego wezmą na warsztat. Pewnie postanowili mi udowodnić, że to, czy popełnię samobójstwo, czy też nie, nie zależy ode mnie, lecz od nich.
 
 
Żeby było jeszcze ciekawiej, wierzą, że z łatwością będą potrafili wprowadzić w błąd wszystkich obserwatorów rozwoju wypadków, tak żeby sprzedać im dowolnie sprefabrykowaną historyjkę. W moim wypadku - jak się domyślam - miałoby to być rzekomo samobójstwo popełnione przeze mnie ze strachu przed trafieniem do więzienia na dwa lata.
 
Właśnie dzisiaj otrzymałem z prokuratury zawiadomienie o zakończeniu dochodzenia w sprawie zarzucanego mi przestępstwa (art. 190 par. 1 kk). Nie jestem już podejrzanym, lecz oskarżonym. Teraz mam czekać na wyznaczenie mi terminu rozprawy. Co ciekawe, czyn, za który chcą mnie ukarać, nie był przestępstwem, chyba że osoba czytająca napisane przeze mnie słowa była niepoczytalna. Wtedy mogła moje słowa uznać za spełniające znamiona czynu prawnie karanego. Moim zdaniem pani prokurator od razu powinna zauważyć, że ta sprawa to ewidentny "becep" - brak cech przestępstwa.
 
Policji jednak z trudem przychodzi logiczne myślenie, dlatego też moją prośbę o wydanie zezwolenia na przyjazd do Wrocławia w czasie Euro potraktowano jako groźbę, czyli czyn zagrożony karą pozbawienia wolności do lat dwóch.
 
Sprawa jest jednak bardziej skomplikowana. Moich prześladowców nie satysfakcjonowałoby wsadzenie mnie do pudła na dwa lata. Wymyślili coś innego. Uznali, że zastosowanie w moim przypadku art. 324 kpk okaże się bardziej skutecznym sposobem uciszenia mnie. A i w przypadku mojej nagłej śmierci, nie powinno być żadnych wątpliwości co do tego, co było jej przyczyną.
 
Pani prokurator Nawara doszła do wniosku (zapewne nie sama), że kiedy popełniałem zarzucany mi czyn, byłem częściowo lub całkowicie niepoczytalny. Zdecydowanie się myli w tej kwestii, a może tak naprawdę jest jej zupełnie obojętne, czy tak było, czy nie.
 
Co sąd robi w takim przypadku, jeżeli da się przekonać pani prokurator?
 
Art. 324.  § 1. Jeżeli zostanie ustalone, że podejrzany dopuścił się czynu w stanie niepoczytalności, a istnieją podstawy do zastosowania środków zabezpieczających, prokurator po zamknięciu śledztwa lub dochodzenia kieruje sprawę do sądu z wnioskiem o umorzenie postępowania i zastosowanie środków zabezpieczających. Przepis art. 321 stosuje się odpowiednio.
 
Czyli dla mojego dobra i bezpieczeństwa społeczeństwa, sąd wtedy kieruje mnie na przymusowe leczenie psychiatryczne, czyli np. pół roku na oddziale, a potem co dzień psychotropy do końca życia. Żeby było śmieszniej, takie postanowienie sądu nie należy traktować jako karę.
 
Przecież gdyby karano chorego człowieka za to, że jest chory, mówiono by za granicą, że w Polsce nie przestrzega się praw człowieka. Zatem pani sędzia chce dla mnie jak najlepiej, pani obrońca z urzędu też, a nawet pani prokurator. W końcu i chyba nawet ten policjant, którego przestraszyło moje podanie.
 
Zamachy na moje życie są przeprowadzane regularnie. Dzisiaj np. z samochodu sklepu wędkarskiego "Sandacz", którego właściciel od wielu lat jest zasłużonym TW policji.
 
Zamachy ostatnio są przeprowadzane w ten sposób, żeby skutkowały zaburzeniami organizmu wywołującymi bardzo silny ból. A jednak faszystowscy behawioryści są górą - nie jestem już taki pewien tego, że się na pewno nie zabiję. Są pewne granice bólu, które powalą każdego. Nie ma tu prostego rozwiązania problemu, np. wzięcie tabletki przeciwbólowej.
 
Jednak zwyrodnialcy, którzy mi to robią, mają kontrolę. W każdej chwili mogą sprawić, że ból minie. Oni jednak są dysfunkcyjni - sprawianie komuś bólu, powolne mordowanie sprawia im wielką satysfakcję. Poza tym nasze wspaniałe faszystowskie państwo dobrze im za to płaci.
 
 
Andre Landberg
will win